Witamy na naszej stronie!

Weszliśmy wreszcie do gaju. Piękna Fanny, jak się zdaje, królowa dnia tego, uparła się sama zerwać kwitnącą gałązkę, skaleczyła się kolcem i krew jak purpura ciemnej róży zabarwiła jej delikatną rączkę. To zdarzenie poruszyło całe towarzystwo. Szukano angielskiego plastra. Cichy, cienki, chudy, zestarzały człowiek, który szedł obok mnie, a którego dotychczas nie zauważyłem, sięgnął natychmiast ręką do bocznej kieszeni swego starofrankońskiego, szarego surduta, wyjął mały pugilaresik, otworzył go i podał plasterek damie z pokornym ukłonem. Przyjęła nie zwracając uwagi na dającego, bez podziękowania, rankę zawiązano i zaczęto wchodzić na pagórek, ze szczytu którego odsłaniał się rozkoszny widok na zielony labirynt parku aż do niezmierzonego oceanu. Widok był rzeczywiście czarujący i wspaniały.